Dlaczego warto przyjechać do Chicago?

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że mam tu przyjechać byłam bardzo zawiedziona… Spośród tych wszystkich kuszących amerykańskich miast miałam polecieć właśnie do Czykago, które kojarzyło mi się jedynie z przaśnym Jackowem i głośną amerykańską Polonią, zostawiającą kara na bakjardzie jedząc byg maka w rytm disco polo i góralskiej muzyki. Zresztą czego dobrego można spodziewać się po mieście nazwanym na cześć śmierdzącej cebuli*?

A potem wpadłam po uszy. Nigdy nie przywiązuję się do żadnego miejsca i nie tęsknię, a o Chicago nie mogłam zapomnieć. Obrazy wracały do mnie nawet we śnie, a wiele codziennych czynności przypomniało mi o tym, co tutaj robiliśmy albo widzieliśmy. Teraz po kilku miesiącach rozłąki wróciliśmy do Windy City i to właśnie tutaj chcemy się osiedlić na dłużej. Nie wyobrażamy sobie lepszego miejsca dla nas! Dzięki kolejnemu projektowi Klubu Polki na Obczyźnie mogę podzielić się z wami 10 powodami, dla których warto Chicago odwiedzić i może przepaść bez reszty, tak jak ja.

1. Urbanistyczny sen

Już jadąc z lotniska w stronę miasta mamy zostać wciśnięci w fotel. Miasto jest zaplanowane tak, żeby jadąc autostradą w stronę centrum z każdej strony można było podziwiać imponujące wieżowce w centrum miasta. Każda nowa zaplanowana budowa poddawana jest szczegółowej analizie i wizualizacji z każdej możliwej strony – czy to będzie dobrze wyglądało? Jak to będzie pasowało do okolicznych budynków? Czy nie zasłoni widoku i nie zepsuje linii horyzontu? Tutaj nie ma miejsca na szkarady i przypadki tak jak to bywa w Polsce, gdzie urbanistyka jeszcze niestety kuleje. Co ciekawe, w tak prężnym rozwoju planowania miasta pomógł wielki pożar Chicago, który miał miejsce pod koniec XIX wieku. Miasto dostało szansę na świeży start i odrodziło się, jak feniks z popiołów, z nowymi szerokimi alejami i miejscem na nowe eksperymenty architektoniczne…

2. Spójrz na miasto z góry

A tym eksperymentem były pierwsze drapacze chmur, które wybudowane zostały właśnie tu, w Chicago. Dziś jedną z największych atrakcji miasta jest jest spacer po 102 piętrze Sears Tower, zakończony tradycyjnym zdjęciem na szklanym balkonie. Wielkim powodzeniem cieszą się bary i restauracje w centrum miasta z niesamowitym widokiem na całe miasta. Z wielu budynków można dostrzec nawet sąsiednie stany. Ja uwielbiam patrzeć na miasto z góry i delektować się nie tylko widokami, ale też i niesamowitym rozwojem cywilizacji. 150 lat temu paliły się tutaj drewniane chałupy i nawet pokryta grubą warstwą tłuszczu rzeka, a teraz można stanąć na 7 calowym szklanym balkonie kilkaset metrów nad ziemią…

3. Architektura, czyli jestem zgrabna i powabna

To jeszcze nie koniec na temat architektury! Nie samymi wieżowcami człowiek żyje – w Chicago skupione są one zgodnie z zamysłem planistycznym tylko w centrum, zwanym tutaj Downtown. Resztę miasta tworzy niższa zabudowa – piękne kamienice, szeregowce i domy jednorodzinne. Codziennie chodzę po bliższej i dalszej okolicy i odkrywam coraz to nowe perły architektury. W Downtown nie mogę też zapomnieć o Gold Coast – osiedlu położonym tuż nad jeziorem Michigan. Jak na siódmą najdroższą okolicę w USA przystało, domy tam są niesamowite! A i my Polacy mamy tam swoje miejsce, bo to właśnie tam znajduje się polski konsulat w Chicago.

4. Miejska dżungla

Po tym wszystkim mogłoby się wydawać, że Chicago to wielka betonowa dżungla, ale nic bardziej mylnego. Moje serce zdobyła niezwykła i precyzyjnie zaplanowana zieleń miejska. O każdej porze roku można cieszyć się kolorowymi kwiatami – na wiosnę królują tulipany, a jesienią moje ukochane warzywa! Nigdy nie sądziłam, że główka kapusty może wyglądać tak uroczo i malowniczo. Byłam też zaskoczona rozmaitością gatunków zwierząt, które spotykam codziennie, zaczynając od zwykłych wróbli, przez czerwone kardynały, wielkie gęsi kanadyjskie, poprzez beztroskie żółwie w jeziorze, kończąc na sprytnych wiewiórkach i… puchatych króliczkach. Szczególnie te ostatnie zawsze mnie rozśmieszają, bo czasem mam wrażenie, że ktoś z władz miasta czai się w krzakach i tylko wypuszcza króliczki, żeby turyści (ja?) mogli zrobić zdjęcie w tej idyllicznej scenerii, a potem zabierają je z powrotem do domu. Ale jak się okazuje całe królicze rodziny zamieszkują chicagowskie podwórka.

5. Neighbourhoods, czyli podróż dookoła świata bez wyjeżdżania z miasta

Każda dzielnica, czyli neighborhood, ma swój niepowtarzalny charakter. Jesteś korposzczurem? Najpewniej pracujesz w Downtown. Masz ochotę na szaloną imprezę i pokaz najlepszych drag queen? Boys Town czeka na ciebie. Chcesz podszkolić hiszpański i poczuć się jak w Mexico City? Jedź do Pilsen. Chcesz zobaczyć jak żyją ortodoksyjni Żydzi? Lincolnwood jest dla ciebie. Można tak wymieniać długo, ale należy też wspomnieć o ciekawych tworach kulturowych, jak na przykład polsko-arabskie Bridgeview. To nasze ulubione miejsce na zakupy i aż miło popatrzeć jak polscy panowie wybierają smakowity kawałek wieprzowinki, tuż przy czterech paniach w hidżabach, kłócących się o najlepsze kawałki mięsa halal. Ramię w ramię, wszyscy razem. No i nie mogłabym zapomnieć o Jackowie! Los chciał, że po powrocie z Dominiki przez dwa tygodnie mieszkałam nigdzie indziej, jak właśnie w sercu mojej „ulubionej” dzielnicy. Jak się okazało – nie taki diabeł straszny, jak go malują. Spacerując po ulicy Milwaukee można przeżyć niesamowitą podróż sentymentalną i cofnąć się do wczesnych lat 90-tych. Tutaj czas się zatrzymał! Dziś Jackowo to już nie to co kiedyś, Polacy wynieśli się pod miasto, a na ich miejsce przyszli Meksykanie i tak powstał nowy kulturowy tygiel. Ale sami zobaczcie, czy nie rozczulają was te polskie wystawy sklepowe…

6. Mam smaka na…

Skoro już o dzielnicach etnicznych mowa, to nie można przecenić możliwości kulinarnych jakie niesie ze sobą Chicago. Oprócz tradycyjnej kuchni amerykańskiej i słynnych chicagowskich hot dogów i pizzy na patelni, miałam okazję spróbować autentycznej kuchni z najdalszych zakątków świata: Meksyku, Portoryko, Wietnamu, Chin, Korei, Japonii, Indii, Pakistanu, Afganistanu czy nawet Erytrei. Często wizyta w takim miejscu to też nie lada przygoda – nie zawsze można dogadać się po angielsku, ale zawsze znajdzie się coś pysznego. Do tej pory jeszcze nie zawiedliśmy się podczas naszych eksperymentów i jesteśmy głodni nowych wrażeń. No i oczywiście, przepyszna kuchnia polska! Wiecie już, że byłam zupełnie na nie i przeciwko wszystkiemu co kojarzy mi się z chicagowską Polonią, ale teraz jestem wdzięczna za możliwość zjedzenia pysznych gołąbków, zapiekanek czy gorącego żurku z kiełbaską… żyć nie umierać!

7. Sztuka uliczna

A kiedy już tak najemy się do syta, to trzeba iść to spalić. Wiecie już, że lokalna architektura nie pozwala się nudzić, ale do tego dochodzi jeszcze sztuka uliczna i niesamowite murale, instalacje i rzeźby. Tutaj pozwolę obrazom mówić za siebie!

8. Róbta co chceta

Możesz być kim chcesz i żyć jak chcesz. Nikogo nic nie zdziwi. Masz ochotę iść na śniadanie do restauracji w szlafroku? Proszę bardzo. Kochasz łowić ryby w dresie z podobizną Maryji? To jest miejsce dla Ciebie. Jesteś blondynką wyższą od swojego brązowego chłopaka o 5 centymetrów? Nikt niczego nie skomentuje, jak to ma miejsce w innych miejscach na ziemi (patrzę na ciebie Polsko). Miłość tutaj niejedno ma imię i jeszcze ani razy nie spotkała nas niemiła sytuacja z tytułu bycia parą mieszaną. Ogólnie nie spotkała mnie jeszcze ani jedna niemiła sytuacja dotycząca czegokolwiek! Nawet panie w urzędzie są bardzo miłe i wszystkie sprawy można załatwić w miłej atmosferze, nawet jeżeli są skomplikowane. Amerykanie mogą wydawać się nam sztuczni, ale mi się to zaczęło podobać i doceniam ich umiejętności obsługi klienta. Nawet w taniej budzie z jedzeniem czujesz się jak w prawdziwej restauracji. Ja jestem na tak i nawet sama zaczęłam życzyć wszystkim miłego dnia! 🙂

9. Sportowe emocje

Nigdy nie sądziłam, że zostanę kibicem! W sumie wciąż nim nie jestem, ale w Chicago już 2 razy miałam okazję brać udział w imprezie sportowej. To o jakieś 2 razy więcej niż przez ostatnie 25 lat 😉 Najpierw poszliśmy na mecz Chicago Bulls – kto nie zna legendarnego Michaela Jordana? On co prawda już dawno na sportowej emeryturze, ale Bullsi dalej grają i mają się dobrze. Mecz koszykówki przeszedł wszystkie moje najśmielsze oczekiwania. Po pierwsze stadion był ogromny, na kilkaset TYSIĘCY ludzi i chociaż mecz był w środku tygodnia, to sala pękała w szwach. Nie będę się rozwodziła o grze, bo akurat tutaj nie trudno zrozumieć co się dzieje, ale cała oprawa to prawdziwe mistrzostwo świata. Nie było minuty nudy – w przerwach na boisko wybiegały tancerki, akrobaci, chór dziecięcy, po sali latał wielki dmuchany byk, animatorzy strzelali w publiczność armatkami z koszulkami, a zaraz potem z sufitu na spadochronach spadały prezenty. A to wszystko w strumieniach piwa, ale wbrew pozorom to impreza zupełnie niegroźna i przyjazna rodzinie. To trzeba przeżyć! Jeżeli zaś macie ochotę na zupełny relaks i kilka godzin zastanawiania się „ale o co tu właściwie chodzi” to koniecznie musicie iść na mecz baseballa! Emocje godne przechadzki po uzdrowisku z Ciechocinku, mecz trwa 3-4 godziny, ale samej gry jakby tak podsumować to może zbierze się z 10 minut. Publiczność ewidentnie traktuje stadion jako miejsce spotkania towarzyskich, dużo było całym wielopokoleniowych rodzin. Nam się jednak bardzo podobało i chcemy wrócić. Ale zanim to, to chcemy zaliczyć jeszcze mecz footballu i hokeja!

10. A kiedy masz dosyć miasta…

… możesz zrelaksować się na łonie natury bez potrzeby jechania daleko. To chyba kolejna dobra strona Chicago, którą zawdzięczamy wielkiemu pożarowi – jakimś cudem w centrum miasta zachowały się duże tereny zielone. Możesz odpocząć wśród roślin, pójść na plażę, przejść się po molo, albo po prostu poleżeć na trawie i pogapić się w niebo. A kiedy masz ochotę na prawdziwe spotkanie z naturą, tuż za miastem czeka na ciebie piękne pojezierze, przypominające do złudzenia nasze Mazury. Oprócz sportów wodnych można też skusić się na pieszą wędrówkę czy rajd rowerowy po świetnie przygotowanych szlakach. A tych jest niemało – prawie 500 km tylko w bezpośredniej bliskości Chicago!

Mam nadzieję, że udało mi się pokazać kawałek mojego miasta. Jeżeli udało mi się kogoś zachęcić do odwiedzin w Wietrznym Mieście, to bardzo się cieszę! A tymczasem możecie śledzić moje przygody na moim profilu na Facebooku!

*to prawda, nazwa Chicago wywodzi się od indiańskiego oznaczającego miejsce śmierdzące cebulą… 

Przeczytaj też:

10 thoughts on “Dlaczego warto przyjechać do Chicago?

  1. Bylam kiedys przez kilka dni sluzbowo w Chicago, a ze pracowalam wowczas dla francuskiego tour operatora, to mielismy w programie kilka wizyt miasta. W czasie wolnym udalo mi sie pojechac na rejs statkiem : cos cudownego. Wspaniala architektura widziana zupelnie inaczej:))

    1. Rejs architektoniczny to kolejne „must see”, po wycieczce na Sear Tower. A może nawet przed? Ja bym chyba od tego zaczęła zwiedzanie miasta! 🙂

  2. Bardzo fajny post Adrianna. Nigdy nie myślałam o tym, żeby zobaczyć Chicago. Fajny jakbyś napisała też, czym się Chicago wyróżnia, bo troszkę przypomina Nowy Jork 🙂

    1. Na pewno trochę przypomina Nowy Jork, chyba wszystkie duże miasta w Ameryce mają podobny klimat… te budynki, dzielnice i pełne multi kulti. Ja bym jednak przyrównała Chicago do uwodzicielskiej, eleganckiej kochanki, a Nowy Jork do szalonej, ekscentrycznej imprezowiczki 😀 Nowy Jork mnie nie urzekł, bo nie czułam w nim tej przestrzeni i tego smaku, który mamy tutaj. Ale jestem pewna, że warto zobaczyć oba miasta!

  3. Ja też najpierw przyjechałam na skazanie, uprzedzona do Jackowa i Polonii. Teraz, po latach, nawet to post-Jackowo kocham! Stopniowo uczyłam się tego miasta, aby wreszcie zrozumieć, że to prawdziwy mikrokosmos. Tak jak piszesz, Jest tu wszystko i wszyscy. Miniaturka całego świata. Uwielbiam nasze etniczne dzielnice, różnorodność jedzenia, języków, strojów, tradycji. Po wielu latach wciąż znajduję nieodkryte jeszcze fascynujące miejsca, czasami obierając zupełnie niestandardowe ścieżki. Czasami „przedstawiciele Polonii” stukają się w głowę, dlaczego nie wzięłam jeszcze rodziny i nie wyniosłam się na przedmieścia?! A ja uwielbiam być w centrum tego kotła i narazie nigdzie się stąd nie ruszam!

    1. No to kolejny dowód, że nie warto z Chicago rezygnować! Dla mnie jednak oba miasta mają inny charakter, ale na pewno oba są godne uwagi 🙂

  4. „Jeżeli zaś macie ochotę na zupełny relaks i kilka godzin zastanawiania się „ale o co tu właściwie chodzi” to koniecznie musicie iść na mecz baseballa!”

    bylam na meczu baseballa w Baltimore i mialam dokladnie takie same odczucia. kompletnie nic sie nie dzialo, a ludzie prawie nie patrzyli na boisko, tylko czytali ksiazki, rozwiazywali krzyzowki i jedli! bardzo ciekawe zjawisko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − 10 =