Dominika: moja prawdziwa historia z dreszczykiem

To było zupełnie normalne niedziele popołudnie. Pogoda dopisała – od kilku dni nie padało, a słońce delikatnie wyglądało zza chmur przyjemnie grzejąc blade studenckie ciała. Postanowiliśmy wykorzystać tak sprzyjającą aurę i poszliśmy na spacer. Bez żadnych ekscesów – przeszliśmy się naszą typową trasą. Najpierw kawałek główną ulicą, potem dookoła wioski bocznymi uliczkami. Tak jak zawsze kończyliśmy spacerem przez kampus. Akurat zachodziło słońce, więc zaproponowałam przejście się na drewnianą altanę, na której często odbywają się zajęcia jogi. Stamtąd byłteż najlepszy widok na plażę i całą zatokę.

altana

Tak jak przypuszczaliśmy – z altany widok był naprawdę bardzo piękny. Na plaży pod nami przysiedli studenci, żeby też podziwiać zachodzące słońce. Spojrzeliśmy w lewo – tam usiadła dziewczyna… topless, co mnie nie dziwiło, wszak 2 lata spędzone w Saksonii do czegoś zobowiązują i nawet gdyby pani chciała się opalać nago, to nie zrobiłoby to na mnie wrażenie. Co innego na studentach z Ameryki, więc dla D. to pewnie był ten element „dreszczyku” w tej historii 😉 Następnie spojrzałam w prawo, tam zobaczyliśmy rodzinkę z psem. Wciąż podziwiam studentów, którzy przyjechali tutaj ze swoimi czworonogami, bo wiem, że proces imigracyjny jest bardzo, bardzo trudny, głównie dlatego, że na Dominice nie było jeszcze ani jednego przypadku wścieklizny. Nie to, że amerykańskie psy wściekliznę mają, ale pewnie lepiej dmuchać na zimne…

 

Tak sobie staliśmy, żartowaliśmy, robiliśmy zdjęcia pięknej scenerii. Chciałam zrobić lepsze ujęcie i wychyliłam się za barierkę. Wtedy pod altaną zobaczyłam wielki czarny worek. Pokazałam moje odkrycie Danowi i zażartowałam: „Haha, ale byłyby jaja, gdyby w środku było ciało!”. Ha, ha, pośmialiśmy się razem z mojego prześmiesznego żartu.

Ja jednak postanowiłam lepiej przyjrzeć się workowi, bo wyglądał na podejrzanie duży. Po chwili na tle worka zauważyłam coś co wyglądało jak złota obrączka… a skoro obrączka, to musi być i ręka… no i faktycznie, dojrzałam też ciemnoskórą rękę, która z oddali zupełnie zlała się z workiem, ale teraz widziałam ją zupełnie wyraźnie! Włosy stanęły mi dęba! To musiał być niesamowity widok, bo mam bardzo długie włosy 😉

„Boże, tam naprawdę jest człowiek!”, zawołałam Dana i razem orzekliśmy, że mi się nie wydawało. Po chwili worek zaczął się ruszać… uff… czyli jednak osoba w środku jeszcze żyje, albo przynajmniej się rusza… „Halo! Proszę pana! Wszystko ok?” – niestety workowicz nie odpowiadał. Może ma zakneblowane usta‽ Postanowiliśmy pobiec po pomoc.

cialo

W sytuacjach dziwnych i niebezpiecznych mamy obowiązek zgłosić się do ochrony, pobiegliśmy więc do nich. D. wytłuścił pracownikom zdarzenie:

  • Dzień dobry, mamy problem. Na plaży pod altaną ktoś leży w czarnym worku i nie odpowiada. Jeszcze się rusza, ale nie wiemy o co chodzi…
  • Słucham? Ktoś leży na plaży… w worku?
  • Tak…
  • Zaraz się tym zajmiemy, a wy wracajcie do swoich zajęć.

Musieliśmy się więc oddalić i pozostawić wszystko w rękach specjalistów. Wracaliśmy do domu nieco zaniepokojeni, ale i zadowoleni, że zareagowaliśmy. Z drugiej strony, jeżeli chcielibyśmy pozbyć się ciała, to raczej nie kładlibyśmy go tuż pod altaną uniwersytetu… Cały wieczór spędziliśmy na wymyślaniu różnych scenariuszy. Wiecie, nasze życie na Dominice nie jest bardzo interesujące, więc takie zdarzenie to prawdziwe przeżycie! Postanowiliśmy na drugi dzień wrócić na miejsce i dowiedzieć się co się stało.

No i ostatecznie okazało się, że znaleźliśmy na plaży nie ofiarę morderstwa, ale co najwyżej kłótni małżeńskiej. Pan postanowił przespać się na plaży w wygodnym i ciepłym worku, a my mu bezczelnie przerwaliśmy drzemkę… altana wybudowana jest na ruinach domu, więc od strony plaży można tam wejść i się schować, stąd podobno jest to miejsce ulubione przez lokalnych bezdomnych i panów wygnanych z domu. A my wiemy, że lokalne kobiety są silne i stanowcze, więc widok panów z dobytkiem popakowanym w torby nikogo (poza nami) tutaj nie dziwi.

Powyższa historia jest prawdziwa i powstała w ramach projektu Klubu Polki na Emigracji. Teraz naszym zadanie było opisanie strasznej historii związanej z naszym krajem, albo opisanie sposobów na przetrwanie mroźnej zimy. Zapraszam do lektury innych wpisów z serii!

Przeczytaj też:

2 thoughts on “Dominika: moja prawdziwa historia z dreszczykiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × 3 =